piątek, 11 stycznia 2013

Kącik recenzenta: "Kiedy pieniądz umiera. Prawdziwy koszmar hiperinflancji"

Książka Adama Fergussona pt. Kiedy pieniądz umiera. Prawdziwy koszmar hiperinflancji napisana w latach 70. to jedna z najbardziej znanych książek historyczno-ekonomicznych ubiegłego wieku. O książce stało się ponownie głośno podczas obecnego kryzysu finansowego, co spowodowało, że do czasu kolejnego wznowienia w 2010 r. jej cena na portalu ebay.com osiągała poziom $1000.

Nie powinno to dziwić - książka jest doskonałym studium hiperinflacji w Republice Weimarskiej, dzięki czemu stanowi bardzo wymowne ostrzeżenie przed skutkami nadmiernego drukowania pieniędzy.

Autorowi udała się trudna sztuka: odpowiednie wyważenie danych statystycznych, polityki oraz relacji z pierwszych ręki. Dodatkowy atutem jest to, że Fergusson nie ogranicza się tylko do Niemiec, ale także opisuje sytuację Austrii i Węgier, również nękanych przez inflację w tamtym czasie.

Oczywiście, przy badaniu inflacji rzeczowa analiza statystyczna jest nieodzowna. Poniżej przytaczam kilka najbardziej wstrząsających statystyk:

W październiku 1923 roku w ambasadzie brytyjskiej w Berlinie zauważono, że liczba marek potrzebnych do zakupu jednego funta jest równa tej, która w jardach odzwierciedla odległość do Słońca (s. 12).

[Pod koniec 1923 r., a więc kulminacyjny moment hiperinflacji - przyp. AS] maszyny drukarskie dr. Havensteina (ówczesnego prezesa Reichsbanku - przyp. AS) pracowały pełną parą, produkując tygodniowo banknoty o łącznej wartości nominalnej 74 trn (74 000 000 000 000 000 000 - 74 trylionów) marek i w ciągu 6 dni czterokrotnie zwiększając poprzednią łączną wartość nominalną wszystkich pieniędzy w obiegu. Indeks kosztów utrzymania, przyjmując stan z 1914 roku za 1, wzrósł od średniej wartości we wrześniu wynoszącej 15 mln do 3,657 mld w październiku, a teraz, 12 listopada, sięgnął poziomu 218 mld. (s. 234).

W 1923 roku statystyki pokazywały poziom przestępczości wyższy o niemal 50 procent w stosunku do stanu w roku 1913 lub 1925 (s. 271).

Przed listopadem 1923 roku jedyny wzrost w liczbie zwierząt ubijanych na mięso zanotowano w przypadku psów (s. 248-249).

Skutki inflacji dla człowieka

Jednak głównym celem Fergussona było znalezienie odpowiedzi na pytanie: co inflacja może zrobić z ludźmi i co w konsekwencji ludzie mogą zrobić sobie nawzajem? Wnioski, do jakich doszedł, są przerażające. Szalona inflacja tamtych lat doprowadziła nie tylko do korupcji, wzrostu przestępczości i rosnącego antysemityzmu, ale także ułatwiła Hitlerowi dojście do władzy ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Ludzie dojrzeli do tego - pisał Addison do Alexandra Cadogana - żeby zaakceptować każdy stanowczy system rządów albo każdego człowieka, który zdaje się wiedzieć, czego chce, i głośnym, zuchwałym głosem będzie wydawał rozkazy (s. 218).

 

Aby opisać powszechną rozpacz i degrengoladę w tym okresie, autor sięgnął do relacji z pierwszych ręki. Ponownie pozwolę sobie wybrać kilka co najbardziej wymownych fragmentów:

W miastach, miasteczkach i wsiach nieadekwatne do potrzeb banknoty Havensteina o olbrzymich nominałach, zdecydowanie zbyt liczne, a jednocześnie daleko niewystarczające, utrudniały i tak już niełatwą egzystencję oraz jeszcze bardzie pogłębiały rozpacz ludzi. W Berlinie ze względu na brak środków płatniczych przestały działać tramwaje. We wsiach, gdzie nie dysponowano żadnymi pieniędzmi zastępczymi, nagły spadek wartości marki powodował, że cała społeczność miała zbyt mało pieniędzy, aby w ogóle był sens nosić je ze sobą. Widok ludzi z koszami pełnymi banknotów stał się teraz powszechny w każdym mieście. "Życie było szaleństwem, koszmarem, rozpaczą, chaosem" - wspomina Erna von Pustau (s. 201).

Fakt, że ludzie coraz mniej liczą się z innymi [...] odczuwam bardzo boleśnie. Potrafię jednak zrozumieć, iż u tych, których sama egzystencja jest zagrożona, instynkt samozachowawczy może wziąć w górę nad wszystkimi prawami moralnymi. [...] Często się teraz zdarza, że ludzie lepiej i cieplej ubrani są ograbiani z ubrań na ulicy i muszą wracać do domu boso (z pamiętnika p. Eisenmenger, s. 273, wyróżnienie - AS).

Szerzyła się nienawiść etniczna i to była nowa rzecz. Rosło niezadowolenie społeczne i to była nowa rzecz. Pleniła się korupcja i to była nowa rzecz. Tak samo wyglądało w Austrii i w Polsce. Jeśli masz tę samą chorobę, to i objawy są identyczne (z pamiętnika p. Listowel, s. 271).

Cały nasze życie biznesowe zostało naznaczone nieuczciwością i korupcją, ponieważ wartość marki w czerwcu jest inna niż w lipcu (kanclerz Stresemann, s. 272-273).


Tylko na podstawie tych kilku fragmentów nie sposób nie zgodzić się autorem, który twierdzi, że jego książka stanowi opowieść z morałem i "dowodzi prawdziwości rewolucyjnej tezy, że jeżeli chce się zniszczyć jakiś kraj, to trzeba najpierw zepsuć jego walutę. Zdrowy pieniądz musi być zatem pierwszym bastionem obrony każdego społeczeństwa".

Myślę, że Czytelnikom tego bloga nie trzeba wyjaśniać, co może stanowić taki zdrowy pieniądz.
Coś, co posiada realną wartość; coś, co czego podaż nie można arbitralnie zwiększyć na żądanie polityków. Hm... czyżby złoto?. O tym, że złoto zachowuje swoją siłę nabywczą podczas hiperinflacji, pisaliśmy niedawno w tym wpisie. W jaki zaś konkretnie sposób złoto zabezpiecza nas przed zgubnymi skutkami szaleńczego drukowania pieniędzy, można się przekonać, czytając poniższe fragmenty:

Prywatni handlarze już odmawiają sprzedawania swoich cennych towarów za papierowe korony i żądają czegoś, co ma realną wartość. Żona mojego znajomego lekarza niedawno wymieniła swoje piękne pianino na worek mąki pszennej. Ja też dałam złoty zegarek mego męża za cztery worki ziemniaków, które w każdym razie pozwolą nam przetrwać zimę [...] Sprzedaje się ubrania z papieru. [...] Zazdrość i zawiść kwitną tej atmosferze, a jeśli ktoś wystarał się o jakiś niewinny artykuł spożywczy, ukrywa to przed innymi. Panuje nieubłagany głód i wybiera swoje oniemiałe i zrezygnowane ofiary głównie spośród klasy średniej (z pamiętnika pani Eisenmenger, s. 38-39, wyróżnienie - AS).

Miasta przymierały głodem. Wieś miała obfite żniwa, ale żywność tam pozostawała, bo chłopi nie chcieli przyjmować papierowych pieniędzy za swoje produkty, bez względu na cenę (s. 212).

W ostatnich dniach tysiące Austriaków doprowadzono do skrajnej nędzy. Wszyscy, którzy nie byli na tyle sprytni, żeby zgromadzić zakazane stabilne waluty lub złoto, bez wyjątku ponieśli straty (s. 258).

Podsumowując, książka Fergussona powinna być nie tylko obowiązkową lekturą polityków (brytyjski dziennik „The Times" poleca tę książkę swojemu premierowi), ale także dla wszystkich obywateli. Książka bowiem w wymowny sposób pozwala uświadomić sobie, jakie są zgubne skutki polityki inflacyjnej, oraz - poprzez dokładną analizę okresu hiperinflacji - pozwala odpowiednio zabezpieczyć się na taką ewentualność. Warto zatem wybrać się do księgarni. Albo przynajmniej zaopatrzyć się w trochę złota.