wtorek, 3 grudnia 2013

Jak przestałem się martwić i pokochałem Bitcoina

8 kwietnia opublikowaliśmy post, w którym pokazywaliśmy kilka wykresów sugerujących, iż na Bitconie była wówczas bańka. Być może w istocie tak było, gdyż kurs zaledwie trzy dni później spadł z ok. 260 USD do 160 USD.

Od tamtego czasu kurs jednak wzrósł niemalże do 1200 USD, osiągając poziom zbliżony do uncji złota.

Taki fenomenalny wzrost tylko utwierdził  część komentatorów w przekonaniu, iż mamy do czynienia z olbrzymią bańką.

O ile w kwestii tego, co na wolnym rynku byłoby lepszym pieniądzem, nadal jesteśmy gold bugami, o tyle od kwietnia zmodyfikowaliśmy nieco nasze zapatrywanie na Bitcoina pod względem inwestycyjnym, a dokładniej co do tego, czy obserwowany wzrost wartości Bitcoina jest do utrzymania w długim terminie czy nie.

Po pierwsze, wielu komentatorom (w tym wcześniej nam) umyka zasadnicza cecha Bitcoina: Bitcoin nie jest (jeszcze) pieniądzem. Jest środkiem wymiany, który pieniądzem (tj. powszechnym środkiem wymiany) może się dopiero stać. Implikacja tego faktu jest poważna: im bardziej Bitcoin staje się powszechnie używany, tym jego wartość w naturalny sposób rośnie, gdyż zapewnia większą użyteczność (szerszy zakres możliwych wymian) jego posiadaczom. To są efekty sieciowe.

W tym temacie polecamy interesujący filmik, którego autor przekonuje, że wzrost notowań Bitcoina jest całkowicie normalny, gdyż wynika właśnie z efektów sieciowych (rosnąco lawinowo liczby użytkowników - zarówno osób indywidualnych, jak i firm akceptujących Bitcoina).

O wzroście liczby użytkowników można się przekonać chociażby zerkając na ten wykres (a przecież nie wszyscy muszą korzystać z tego portfela).

Wzrost użytkowników jest widoczny zwłaszcza w Chinach, o czym można pośrednio przekonać się oglądając tę interaktywną mapkę. Nie trzeba dodawać, jak istotny - ze względu na liczbę ludności - jest ten rynek i fakt, że coraz więcej chińskich firm - np. trzeci największy operator telefonii komórkowej - umożliwia dokonywanie płatności w bitcoinach.

Oczywiście, pytanie, które teraz się rodzi jest następujące: czy ten wzrost użytkowników jest uzasadniony fundamentalnie, czy to tylko chwilowa moda? Wydaje nam się, że niektórym komentatorom umykają zasadnicze, właściwie rewolucyjne (na wielu płaszczyznach), zalety Bitcoina jako systemu transakcyjnego (środek wymiany Bitcoin opiera się na bitcoinowym zdecentralizowanym systemie transakcyjnym), który zapewnia istotnie niższe koszty transakcyjne (zwłaszcza w przypadku płatności zagranicznych i mikropłatności). I fakt ten dostrzegają jego użytkownicy, co widać chociażby po wielkości średniego dziennego wolumenu transakcji - jak można zobaczyć tutaj, pod tym względem Bitcoin wyprzedził już (przy wielu zastrzeżeniach co do możliwości porównywania Bitcoina i innych systemów płatności) Western Union Company.

Ponadto, o ile do tej pory uważaliśmy, iż istnieje istotne ryzyko polityczne czy instytucjonalne związane z Bitcoinem, o tyle niedawne stanowisko rządu USA znacznie je zminimalizowało. Nie znaczy to, że ono nie istnieje - zwłaszcza, że, jak wiemy, politycy na pstrym koniu jeżdżą - niemniej wydaje się ono mniejsze niż wcześniej.

Dlatego być może warto przestać się martwić i pokochać Bitcoina :)

Arkadiusz Sieroń