poniedziałek, 21 stycznia 2013

Kilka rzeczy, które trzeba wiedzieć o metalach ziem rzadkich

W tym wpisie chciałbym omówić ciekawą alternatywę inwestycyjną związaną z rynkiem surowcowym, o której mówi się coraz częściej, a mianowicie o metalach ziem rzadkich. Grupę tę tworzy 15 lantanowców (lantan, cer, prazeodym, neodym, promet, samar, europ, gadolin, terb, dysproz, holm, erb, tul, iterb i lutet) oraz skand i itr. 

Dlaczego metale ziem rzadkich?

Metale ziem rzadkich znajdują zastosowanie w najbardziej dynamicznie rozwijających się dziedzinach przemysłu (high-tech), takich jak produkcja telefonów komórkowych (smartfonów), katalizatorów, klisz rentgenowskich, wysokoenergetycznych materiałów magnetycznych, ekranów LCD, diod LED, ogniw akumulatorowych, turbin wiatrowych, dysków twardych, silników do samochodów hybrydowych. Oprócz tego używa się ich w sektorze optycznym, telekomunikacyjnym, a także zbrojeniowym. Roczne zapotrzebowanie wynosi ok. 130 tys. ton i szacuje się, że do 2014 r. wzrośnie do 200 tys. ton, czemu ma sprzyjać (oprócz postępu technicznego i dalszej miniaturyzacji) rosnąca troska o środowisko – przykładowo, lantan stopniowo zastępują rakotwórczy kadm przy produkcji baterii, zaś gadolinu używa się do produkcji świetlówek energooszczędnych.

fot. Glen Bowman

Specyfika rynku metali rzadkich

Po pierwsze, nie istnieje jeden rynek metali ziem rzadkich. Grupę tworzy siedemnaście różnych pierwiastków, których ceny mogą kształtować się odmiennie w odpowiedzi na te samy czynniki rynkowe. Warto w tym kontekście znać podział metali ziem rzadkich na lekkie (od lantanu do europu) oraz ciężkie (od gadolinu do lutetu). Te pierwsze są znacznie powszechniejsze, co znajduje swoje przełożenie na ceny. Przykładowo, gadolin kosztuje 210 USD za kilo, natomiast cer tylko 45 USD za kilo (dane za lipiec 2012 r.).

Po drugie, w rzeczywistości metale ziem rzadkich nie są rzadkie – przynajmniej biorąc pod uwagę ich występowanie w skorupie ziemskiej. Jednak relatywnie niewiele złóż na tyle skupionych, aby nadawały się do eksploatacji z ekonomicznego punktu widzenia. Poza tym, występują najczęściej razem, zaś proces ich separacji jest kosztowny.

Źródło: http://online.wsj.com

Po trzecie, ok. 90 proc. podaży pochodzi z Chin, gdzie zlokalizowanych jest ok. 35 proc. zidentyfikowanych złóż. Powoduje to, że wiele osób obawia się o dostawy tego surowca. Chiny bowiem od 2006 r. zmniejszają swoje kwoty eksportowe – zob. wykres nr 1. Jak widać na wykresie nr 2, zapowiedzi jeszcze poważniejszych ograniczeń w eksporcie z połowy 2009 r. doprowadziły do znacznego wzrostu cen w 2010 r. Oficjalnie wynika to z przyczyn ekologicznych, jednak powszechnie uważa się, że Chiny pragną w ten sposób przyciągnąć do siebie zagraniczne firmy i eksportować dobra już przetworzone, nie surowce. Niemniej, wzrost cen metali ziem rzadkich spowodował, że eksploatacja wielu dotychczas nieatrakcyjnych ekonomicznie złóż stała się potencjalnie rentowna (jednak minie kilka lat zanim ewentualnie zacznie się wydobycie z tych nowych). W każdym razie rządy zaczynają postrzegać metale ziem rzadkich jako surowce o strategicznym znaczeniu i mówić o „stanie wojny z Chińczykami” (zob. np. ten artykuł).

Warto zauważyć, że potencjalne konflikty na tle metali ziem rzadkich mogą pozytywnie wpłynąć na notowania złota.


http://geopolityka.org/analizy/1745-metale-ziem-rzadkich-nowy-instrument-wplywu-politycznego-chinskiej-republiki-ludowej

Po czwarte, przedsiębiorcy są mało wrażliwi na ceny tych pierwiastków, gdyż metale ziem rzadkich – choć niezbędne przy produkcji wielu produktów – są potrzebne jedynie w minimalnych ilościach w skali całego procesu, co powoduje, że stanowią one relatywnie niewielki udział w kosztach. Będzie to prawdą zwłaszcza w odniesieniu do pierwiastków, które póki co nie posiadają żadnych substytutów. Przykładowo, jak na razie, jedynie europ może być użyty jako mała dioda w telewizorach emitująca czerwone światło, które sygnalizuje, że urządzenie jest włączone.

Jak zainwestować w metale ziem rzadkich?

Podobnie jak w przypadku takich platynowców jak rod, iryd czy ruten nie istnieje publiczny rynek tych metali. Dlatego kupno fizycznych metali nie jest zbyt dobrym pomysłem – wyjście z takiej inwestycji po satysfakcjonujących cenach byłoby niezmiernie trudne (przedsiębiorstwa wykorzystujące te metale też nie kupią od nas, gdyż mają podpisane długoterminowe kontrakty na dostawę bezpośrednio od firm wydobywczych). Poza tym, niektóre z nich nie są użyteczne w czystej postaci, tylko w postaci związków z innymi pierwiastkami.

Zostają zatem dwie możliwości. Pierwsza, to kupno akcji spółek wydobywczych. Przy czym, należy tutaj być ostrożnym, gdyż – jak można tu przeczytać – z 260 spółek notowanych w USA z tego sektora tylko jedna – Molycorp – osiągnęła etap produkcji. Pozostałe spółki są to tzw. junior miners, które są dopiero na etapie szukania, badania, przygotowywania złóż itp. – z inwestycjami w takie spółki wiąże się zatem znacznie wyższe ryzyko. Bezpieczniej zainwestować w bardziej dojrzałą spółkę, taką jak Molycorp, która posiada kopalnię poza terytorium Chin – w Kalifornii – i zapowiedziała podwojenie produkcji do końca 2013 r. w związku z przejęciem m.in. Neo Material Techonologies. Inną wartą rozważenia spółką jest istniejąca od 1983 r. Lynas Corporation, notowana w Australii, gdzie również posiada kopalnię.

Druga możliwość to zainwestowanie w Market Vectors Rare Earth /Strategic Metals ETF (REMX), który naśladuje indeks złożony ze spółek akcji wydobywających metale ziem rzadkich. ETF jest dość dobrze zdywersyfikowany – nie inwestuje więcej niż 25 proc. w jednym kraju, nie inwestuje też więcej niż 7,5 proc. w jedną spółkę – niemniej jego dotychczasowe wyniki nie zachwycają (zob. wykres nr 3).

Źródło: http://www.nasdaq.com


Podsumowanie

Podsumowując, metale ziem rzadkich wydają się ciekawą alternatywą inwestycyjną dla innych metali przemysłowych, gdyż chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie łudzi się, że np. egzotycznie nazywający się dysproz zastąpi złoto lub srebro w ich roli aktywów monetarnych zabezpieczających przed inflacją i innymi szaleństwami polityków.

Ich zaletą w stosunku do niektórych metali szlachetnych (jak rod, iryd czy ruten) jest z pewnością szersze zastosowanie i brak uzależnienia wyłącznie od sytuacji w jednej branży. Z drugiej strony, tworzą one silnie zróżnicowaną grupę, co sprawia, że zrozumienie rynku jest o wiele trudniejsze. Przy braku publicznych rynków tych metali (co jest kolejną wadą w stosunku do metali szlachetnych, takich platyna czy pallad) oraz wysokiej zmienności cenowej jest to ciekawa, lecz także ryzykowna inwestycja – zwłaszcza że większość spółek wydobywczych wchodzących w skład indeksu, który naśladuje opisany ETF, to spółki młode, które nie zaczęły jeszcze wydobycia. Dlatego wydaje się, że najlepszym sposobem inwestycji pozostaje kupno akcji jakiejś dojrzałej spółki o ugruntowanej pozycji.

Arkadiusz Sieroń